Pokój Małej L., ten obecny jest w turkusie, zieleni i bieli. Jest maleńki, choć mieści dość sporo: łóżko i szafę, komody dwie i dwa krzesełka ze stolikiem, mnóstwo zabawek i książek. Służył lat 6. Czas na przeprowadzkę, czas na większy z ogromnym biurkiem pokój.
Mała L. skończyła już 7 lat. Urodziny były w kwietniu.
Tort wyszedł tak, jak został wymarzony.
Wiem, wiem , mamy jeszcze trochę czasu, ale by zdążyć ze wszystkimi pomieszczeniami na górze, (w tym tego pokoju )potrzebujemy kilku miesięcy.
Zapytalismy córkę jaki kolor życzy sobie dla swojego pokoju. Nie chciała już turkusów ani zieleni.
Myślała i myślała i różowego też nie chciała.
-Taki jak wszędzie, albo jeszcze jakiś -odpowiedziała wyczerpująco.
- Od czego zacząć?
- Od tego "jakiegoś"-pomyślałam. Ale jak go odszukać?
Miałam próbki tkanin, całe mnóstwo i pomysł na
"taki jak wszędzie":-)
Przeglądając tkaniny w końcu zaświtało.
Deseń złączył wszystko i takim sposobem ten "jakiś" okazał się fioletem z tkaniny:-)
***
Zawile to opisałam , ale mniej więcej tak to wygladało.
Przedstawiłam pomysł Malej L. i bardzo się jej spodobał.
Czarne kropki na białym i białe na fiolecie.
Mniej więcej tak to bedzie wygladać.
Meble zostawimy z poprzedniego pokoju, dokupimy kilka szafek podbiurkowych, ułożymy dłuuuugi blat, odnowimy łóżko i do września z pewnością zdążymy.
Dziś pomalujemy tablicę-na życzenie L.
Ma być olbrzymia. Jak u siostry.
Będzie.





6 komentarzy:
Tort niesamowity. Czekam na efekt końcowy pokoiku. pozdrowienia :-)
Będzie pięknie :) Ja również daje moim pociechom możliwość wyboru ... Przecież to dzieci spędzają czas w swoich pokojach ,a nie dorośli ...
Li, Twoje torty są niewiarygodne, powiedz chociaż, że są niejadalne;) Ledwo zaczęłam pisać i mi czkawka przeszła, nooo proszę:)) ;)
Poza tym wielkie sto lat dla L. i uściski!
Lolo sierści? Bo ja już w rejonach bytowania Carmen muszę przejść na biel, przynajmniej nie widać:)
Buziaki:)
Wielkie dzięki Wam. Torty niestety jadalne są całkowicie, ale L.zostawia figurki na pamiatkę i nie pozwala zjadać nikomu. Sama zjadła ogony (bo odpadły).
Lolo nie sierści nic. Trymujemy stale. A Carmen?
Przez przypadek odkrylam twojego bloga i twierdze ze masz ogromne wyczucie smaku i elegancji a do tego robisz piekne rzeczy!Napewno bede do ciebie regularnie zagladac.
Dziękuję bardzo:-).Jest mi strasznie miło. No i zapraszam gorąco.
Prześlij komentarz